Czas na szukanie właściwych argumentów

na znalezienie w sobie odwagi

Wpisy z okresu: 8.2016

A co u mnie? Kolejna rozmowa o pracę, która nie doszła do skutku. Ubierałam się bite dwie godziny i od rana nic nie mogłam przełknąć. O tuż przed 14 Pan dzwoni, że rozmowa jest nieaktualna. Nie wiedziałam czy bardziej jestem zła czy bardziej mi jest przykro, łzy mi nabiegły do oczu bo praca bardzo fajna a przynajmniej tak się prezentowała z oferty. Wybrałam numer i nawrzucałam temu Panu łamiącym się głosem, iż jest mi bardzo przykro, że jechałam 70 km a on nie poświęcił chwili, żeby ze mną porozmawiać i że domeną tej firmy jest lekceważenie ludzi i widzę, że wiele nie straciłam. Pan przeprosił zmieszany i się rozłączył. Nie wiem czy coś do niego doszło ale wiecie co? Mi się zrobiło znacznie lepiej :)

W przypływie determinacji stwierdziłam, że nie zmarnuje tego wyjazdu. Zadzwoniłam w odpowiedzi na 2 ogłoszenia i zaraz miałam umówione 2 rozmowy o pracę. Prawie na dwóch różnych końcach miasta. Gdzieś międzyczasie automat w MPKu połknął mi 5 zł i ani biletu ani reszty wydać nie zamierzał mimo moich racjonalnych argumentów popartych dla lepszego efektu kilkoma mocniejszymi słowami :D Kierowca bezradnie wzruszył ramionami i kazał dzwonić na numer naklejony na automacie. Profilaktycznie nikt nie odbierał. Trudno. Grunt, że kanary nie jechały. A może to źle bo akurat byłam w bojowym nastroju i bym powiedziała co myślę na ten temat.

No w sklepie zoologicznym to przynajmniej było zabawnie. Trochę bezmyślnie tam zadzwoniłam nie mając wielkiej wiedzy na ten temat ale stwierdziłam, że z czasem wszystko ogarnę a z podejściem, że nie wiem i nie umiem daleko nie zajadę. Pan słusznej postury i dwóch młodych chłopaków z poczuciem humoru. Uśmiałam się z nimi do łez. Potem zaczęłam temu potencjalnemu szefowi opowiadać i pokazywać co robiłam w mojej byłej pracy. Zgasił mnie i powiedział, że to jest moją pasją, widzi, że ja to kocham, ja tym żyje i po co ja się pcham do sklepu zoologicznego skoro po tygodniu uznam, że jestem nieszczęśliwa. Nie uznałabym tak. A przynajmniej nie po tygodniu ;)

No i Pan potem zgasił mnie całkowicie. Powiedział, że za to że jestem inteligentna, dowcipna, ładna i radosna może mi dać 5 zł netto bo wiedzę to ja mam zerową na temat psich kupek :D No dalej się upierać nie było sensu. Ale ja wcale nie czuje się ani ładna, ani inteligentna ani tym bardziej radosna.  Ale rozmowa była po prostu mega. Poczucie humoru Pan miał na poziomie wyższym niż on sam a niski jak wspomniałam nie był :)

Kiedy siedziałam na ławce w parku czekając na busa przyszedł stary dziadek. Ledwo sunął na tym chodziku, ciało oporne nie chciało ustąpić  i chwiejąc postawił biało czerwone róże pod pomnikiem powstańców. Nieporadnie zbierał liście i sprzątał płytę. Potem próbował zapalić znicz ale upadł mu na ziemię. Usiłował ugiąć się pod różnym kątem ale nie był w stanie. Dłużej już nie mogłam patrzeć. Wstałam, podniosłam ten znicz i zapaliłam. Starszy Pan powtarzał, że ma 91 lat i że dba bo Polska nie może spać. A Polska spała w najlepsze. Młode chłopaki, matki z dziećmi, starsze kobiety. Oni wszyscy spali. I nikt nie podniósł dupy żeby tego znicza z chodnika podnieść.

I tylko jeszcze raz zacytuje:

‚Naród, który nie sza­nuje swej przeszłości nie zasługu­je
na sza­cunek te­raźniej­szości
i nie ma pra­wa do przyszłości.’

 

A las w tym roku hojny. Szczodrze obsypuje swoimi darami.

CAM01342a

A dzisiaj tak na bogato :D Sałatka warzywna pod złocistym płaszczykiem z placka z kaszy jęczmiennej

CAM01315a

Potrzebujemy:

 

na placki:

* szklankę kaszy jęczmiennej

* 1 i 1/2 szklanki mleka

* 10 łyżek mąki ziemniaczanej

* 4 łyżki oleju

 

na farsz:

* pomidora

* ogórka

* małą cebulkę

* małą marchewkę

* koperek

* inne warzywa według uznania

* ewentualnie sól do smaku

 

Kaszę jęczmienną płuczemy kilka razy i gotujemy w lekko osolonej wodzie. Odstawiamy do ostygnięcia.

W tym czasie myjemy i obieramy warzywa. Kroimy w kostkę,mieszamy i odstawiamy do lodówki, żeby się smaki ‚ przeszły’.

CAM01311

Kiedy kasza ostygnie miksujemy ją za pomocą blendera tak aby jak najbardziej się rozdrobniła (ja używam w tym celu maszynki do mięsa i też się spisuje) i mieszamy razem z mlekiem i mąką na gładką masę.
Patelnię rozgrzewamy podlewając odrobinę olejem (jeśli ktoś dysponuje patelnią grilową lub ceramiczną robi to tylko przed pierwszym naleśnikiem) – nakładamy ciasto i rosmarowujemy je dość grubo(najlepiej i najwygodniej za pomocą łyżki). Smażymy z obu stron na rumiano.

Do naleśników nakładamy farsz i zjadamy ;)

Mi placki przypadły do gustu w wydaniu odgrzewanym, przysmażone na złocisty kolor.

I jeszcze jedno. Ciasto można doprawić wedle uznania przed usmażeniem. Ja jednak tego nie robię bo pozwala to na różne wariacje smakowe. ;)  Np. takie:

CAM01325a

Czyli placek cynamonem i cukrem pudrem posypany. Zrobiony w celach eksperymentalnych. Zaakceptowany ( o dziwo!) przez najbardziej wymagającego testera świata czyli moją małą siostrzyczkę, którą trudno wyżywić. Ale nie z powodu jej wymiarów bo te są akurat całkiem drobniutkie ale dlatego, że jest małym uparciuchem i niejadkiem, który oprócz zwykłej bułki,  parówek i spaghetti niczego nie uznaje ;D Wnioskuje więc, że wyszedł całkiem niezły ;)